Zakład pogrzebowy Czechowice-Dziedzice – historia, która zaczęła się od bólu, a stała się misją pomagania
Spis treści:
- Wstęp – Jeden dzień, jedno zdanie – i wszystko się zmienia
- Pożegnanie, które wszystko zmieniło
- Pierwsze doświadczenie z zakładem pogrzebowym
- Pogrzeb, którego nie da się zapomnieć
- Drugi cios i narodziny decyzji
- Zgoda mamy. Proroctwo taty.
- Zakład Pogrzebowy Wojtuszek – historia z potrzeby serca
Wstęp– Jeden dzień, jedno zdanie – i wszystko się zmienia
25 lat temu wszystko zatrzymało się jednym zdaniem.
Był zwykły poranek. Tata obudził mnie jak zawsze – spokojnie, z tą swoją rolniczą pasją, której życie nigdy nie pozwalało mu w pełni realizować. Powiedział tylko:
„Przyjedź, młoda, po mnie maluchem do godziny. Po ziemniaki na kółko jadę.”
Byłam zmęczona po pracy. Półprzytomna. Odpowiedziałam jak zawsze:
„No przecież będę.”
Pożegnanie, które wszystko zmieniło
Pożegnał się z mamą… dziwnie. Powiedział:
„Z Bogiem.”
On raczej tak nie miał.
Wyszedł.
Kilka godzin później usłyszałam:
„Jedź. Tata nie żyje.”
Policja. Karetka. Słowa, które przelatują nad głową jak obce zdania.
To się dzieje obok – nie mnie, nie mojej rodzinie. A jednak…
Pojechał tylko po ziemniaki na zimę.
Jechałam w czerwonym maluchu. W glanach. W niebieskiej sukience w stokrotki.
Ten obraz mam pod powiekami od 25 lat – kontrast niewinności z tragedią.
Zwykły dzień. Zwykły plan. I nagle – koniec wszystkiego.
Pierwsze doświadczenie z zakładem pogrzebowym
Mama dostała wizytówkę i krótką informację:
„Proszę udać się do zakładu pogrzebowego.”
Pojechaliśmy wszyscy.
To, co zobaczyliśmy, było dramatem.
Bałagan. Chaos. Brak godności. Brak człowieka.
W głowie miałam tylko jedną myśl:
„Co to za bajzel…”
Dziś nazwałabym to wprost:
„To był Mordor.”
Usługi rodem z PRL-u. Smród papierosów. Bieganie po schodach.
Pani za biurkiem – miła. Ale otoczka? Kompletnie nieprzystająca do chwili.
Pogrzeb, którego nie da się zapomnieć
Pogrzeb zapamiętałam jak kadry z filmu, którego nikt nie powinien oglądać.
Tata w seledynowym garniturze. Ludzie tłoczący się wokół trumny.
A potem czterech „Batmanów” w pelerynach.
Szybki ruch. Trumna do samochodu i już.
Bez czułości. Bez godności. Bez szacunku.
Wtedy po raz pierwszy pojawiło się we mnie to zdanie, jeszcze nie do końca zrozumiałe:
„Gdybym ja to robiła – wyglądałoby to inaczej.”
Drugi cios i narodziny decyzji
Minął rok.
Skończyłam studia. Wyszłam za mąż. Urodziłam dziecko.
Chciałam wrócić do pracy.
Usłyszałam:
„Nie wrócisz na stanowisko. Zaczniesz od początku.”
Zawalił mi się drugi świat – tym razem mój własny.
Był płacz. Złość. Żal.
I… jakaś niewidzialna siła, która pchała mnie dalej.
Jechałam samochodem. Myśli błądziły.
I wtedy – jak grom z jasnego nieba – myśl, która przecięła wszystko:
„Otworzę zakład pogrzebowy.”
Bez doświadczenia. Bez kontaktów. Bez układów.
Tylko to zdanie. I misja.
Żeby nikt nigdy nie musiał przechodzić przez to, przez co ja przeszłam wtedy.
Zgoda mamy. Proroctwo taty.
Pamiętam, jak powiedziałam mamie:
„Wiesz, zakład pogrzebowy otworzę.”
A ona tylko westchnęła:
„No… tata to ciągle mówił, że pogrzebówkę sobie otworzy.”
On nie zdążył.
Ja – tak.
Zakład Pogrzebowy Wojtuszek – historia z potrzeby serca
Tak narodził się Zakład Pogrzebowy Wojtuszek.
Z bólu. Z odwagi. Z poczucia sensu.
I jesteśmy tu do dziś.
Dla Ciebie.
Dla Twojej rodziny.
Dla godności ostatniego pożegnania.
POTRZEBUJESZ POMOCY?
Strata bliskiej osoby to trudny moment. Jesteśmy tutaj, by Ci pomóc – spokojnie, profesjonalnie i z empatią.
📞 Zadzwoń do nas 24/7:
📍 Odwiedź nas: 43-502 Czechowice-Dziedzice, ul. Niepodległości 64
📍 Odwiedź nas: 43-512 Bestwina ul. Kościelna 41
🕊️ Kliknij tutaj, aby się z nami skontaktować


